Justin był zupełnie inny niż Selena. Typowy luzak, rozrabiaka, rozrywkowy. Miłością jego życia była piłka. Od dziecka grał z ojcem. W podstawówce grał w szkolnej reprezentacji a w gimnazjum zamierzał to kontynuować. Jeździł na rozmaite turnieje i kilka razy przyczynił się do ważnych wygranych.
Justin miał w sobie to coś co powodowało, że dziewczyny o niego ubiegały. Nie był najprzystojniejszy, ale jego urok osobisty przyciągał do niego. Wysoki, szczupły szatyn. Odpowiednia długość włosów do nażelowania. Oczy koloru zielonego, zgrabny nos i dziwo nie odstające uszy. Ubierał się luzacko.
Mimo, że w domu był najmłodszy nie było mu źle. Do nauki podchodził luzacko jak i do nauczycieli. Jego stopnie były w granicach dostateczny dobry. Nie wyżej nie niżej. W domu nie miał przez to żadnych kłopotów. Rodzice byli dumni z jego starszej siostry Martyny, która była na drugim roku studiów informatycznych zaocznie. Tak to ciągle pracowała i rzadko bywała w domu. Jednak jak była zawsze dała młodszemu bratu kilka złotych i albo spała albo uczyła się albo szła na randki ze swoim chłopakiem Igorem.
Nigdy nie miał dziewczyny. Fakt, od urodzenia znał Isabellę. Ich mamy chodziły razem do liceum i przyjaźnią się do dziś. Isabella była jego bliską kumpelką. Czuł do niej czyste kumpelstwo, ale ostatnimi czasy poczuł, że ona chyba czuje do niego cos więcej. Zaczęła go denerwować i zawadzać mu. Czuł, że obie rodziny liczą na to, że będą parą, ale on tego nie chciał. Isabella była zaborcza, żadna władzy i jak coś nie po jej myśli potrafiła kąsać. Dogadywali się i zawsze i zostało to do dziś, ale czuł, że jest między nimi jakieś napięcie. Chyba musiało jej naprawdę na nim zależeć, bo nawet celowo poszła do tego samego gimnazjum co on chociż było jej zupełnie nie po drodze. Wiedział, że od niego wszystko zależy i chciał to odwlec jak najdalej. Im dalej tym lepiej. Czasami ojciec brał go na męskie rozmowy, ale nie chciał się zbytnio zwierzać.
Miał 13 lat i nigdy nie całował. Nie miał dziewczyny. Dawno temu spotykał się w różnymi, ale żadna nie odpowiadała ideałowi. Wszystkie okazywały się próżnymi laluniami, które zazwyczaj miała w głowie poprzewracane. Wiedział tę wielką tajemnicę jego jeden z dwóch najlepszych kumpli Adam. Sam też nie miał, ale rozpoczął poszukiwania.
Dziś pierwszy dzień wakacji . Jakie miłe uczucie. Właśnie obudziły go promienie słońca oraz Mela, która zaczęła się wiercić w swoim pokoju. Biały kundelek z łatkami lat 10. Donośnie szczekała. Chyba chciała na spacer.
Justin przekręcił się na łóżku.
-O co chodzi?? – spytał psa i zrobił ręką gest aby ta podeszła. Zrobiła to posłusznie. – Wyspałaś się tak??- zaczął psa smyrać po karku. – Zaraz dam ci jeść i idziemy się przejść- Dalej głaskał psa, gdy zadzwonił telefon- To pewnie Isabella….- na dźwięk tego imienia Mela zaszczekała głośno. –Poczekaj mała. Halo?
-Cześć Justin. Tak sobie pomyślałam, że mógłbyś przyjechać do mnie dziś popołudniu.
-Po co?
-No tak… Posiedzieć i pogadać.
-O czym??
-To nie mamy już wspólnych tematów??
-No mamy, ale lubimy chyba razem rozmawiać, prawda?? Moja mama coś mówiła, że mamy wyjechać wspólnie do sulejowa w sierpniu.
-Co?!
-To co słyszałeś. Słyszałam jak rozmawiała z moim tatą. Mają to waszym rodzicom oznajmić jutro popołudniu, ale na razie nie zaparzaj dobra?
-Dobra….- najchętniej by to zrobił.
-To przyjedziesz?
-Nie mogę. Umówiłem się na gałę z Adamem i Maćkiem.
-No to ja przyjadę.
-Jak wolisz, ale my całe popołudnie gramy!
-To popatrzę.
-Jak wolisz. Muszę kończyć, bo Mela chce wyjść.
-To cześć. Mam nadzieję, że nie puścisz pary z ust.
Rozłączyła się pierwsza. Ale ulga. Dreszcz po nim przeszedł na myśl, że miałby mieć z nią do czynienia 12 godzin na dobę! Musi wszystko odwlec tak aby rodzice nie chcieli. Martyna na pewno nie pojedzie, więc jej to obojętne. Zostaje tylko siedzieć całe 2 miesiące w domu i co jakiś czas na działkę.
Wstał i zaścielił łóżko. Zaraz pójdzie z Melą pod szkołę zobaczyć wyniki do klas….

.jpg)


.png)
.jpg)

.jpg)
